Jak wygląda nadmierna turystyka w Rotorua
Planowanie

Jak wygląda nadmierna turystyka w Rotorua

Skala tego zjawiska uderzyła mnie po raz pierwszy nie przy gejzerze. Było to we wtorkowy poranek przed kawiarnią nieopodal promenady, gdy patrzyłem, jak trzy autokary z wycieczkami wyładowują pasażerów w odstępie zaledwie dziesięciu minut, w centrum, które na papierze mieści mniej ludzi niż średniej wielkości przedmieście. Rotorua jest głównym celem turystycznym kraju od lat 80. XIX wieku. To nie jest świeże hasło marketingowe — to niemal półtora wieku podróżnych przyjeżdżających zobaczyć tę samą parę, to samo jezioro, te same wioski Te Arawa, w których ludzie wciąż naprawdę mieszkają. Nad tą matematyką warto się zatrzymać, zanim przejdę do tego, gdzie problem jest najbardziej widoczny.

Małe miasto niosące duży ciężar

Rotorua liczy około 60 tysięcy mieszkańców. To nie Auckland i nie jest zbudowane jak miasto przygotowane na tłumy — to nadjeziorne miasteczko ze zwartym centrum, kilkoma pobliskimi rezerwatami geotermalnymi i siecią dróg, która nie została zaprojektowana pod harmonogramy autokarowych wycieczek. Kiedy mówię tu o nadmiernej turystyce, nie mam na myśli tego, że całe miasto sprawia wrażenie przytłoczonego. Przez większość czasu Rotorua wygląda zwyczajnie — ludzie załatwiają sprawy, dzieci idą do szkoły, para unosi się ze studzienki na osiedlowej ulicy tak, jakby to było nic nadzwyczajnego, bo dla mieszkańców rzeczywiście nim jest. Presja jest realna, ale skoncentrowana, a nie rozłożona równomiernie.

Miejsca, w których się koncentruje, są łatwe do przewidzenia po pewnym czasie spędzonym tutaj. Parking przy wiosce Whakarewarewa zapełnia się szybko w pogodny poranek. Te Puia planuje wejścia wokół przyjazdów autokarów, co samo w sobie mówi coś o skali ruchu. Ōhinemutu, działająca wioska Ngāti Whakaue z własnym marae i kościołem St Faith’s, w którym ludzie wciąż się modlą, przyjmuje stały strumień turystów z aparatami, z których część wyraźnie nie zdaje sobie sprawy, że to nie muzeum. Szlaki Redwoods nieopodal miasta noszą ślady zużycia od ruchu pieszego i rowerowego na sieci zbudowanej z myślą o ułamku dzisiejszych liczb.

A w dni, gdy w Tauranga cumuje statek wycieczkowy, droga prowadząca stamtąd niesie wyraźny skok liczby jednodniowych turystów, którzy zjeżdżają się do tych samych dwóch, trzech atrakcji w tym samym czterogodzinnym oknie.

Nic z tego nie jest kryzysem. To bliższe niskiemu, stałemu tarciu — miasta, którego gospodarka zależy od turystów, odczuwającego skutki tej zależności na własnej skórze.

Co miasto i Te Arawa mówią na ten temat

To, co zmieniło się przez lata, które obserwuję tę sytuację, to nie tyle skala, co to, kto ustala zasady gry. Te Puia i wioska Whakarewarewa nie są biernym tłem, na którym po prostu zdarzyła się turystyka — są prowadzone przez to samo iwi, którego ludzie mieszkają w nich i wokół nich, na ziemi iwi, z wejściem zaplanowanym celowo — grupy o wyznaczonych porach, poprowadzone trasy, żadnego wałęsania się po czyimś prawdziwym podwórku bez zaproszenia. Dostęp do góry Tarawera jest możliwy wyłącznie z przewodnikiem z tego samego powodu: góra należy do iwi, i to nie jest zasada przebrana za atrakcję — to wykonywanie prawa własności. Jezioro Rotokākahi jest tapu i całkowicie zamknięte dla pływania i pływania łódką — bez negocjacji, bez droższego biletu, który pozwoliłby to obejść.

Krajowe ramy dla tego wszystkiego to Tiaki Promise, zobowiązanie, które Nowa Zelandia prosi turystów o złożenie, zanim wylądują: dbać o ziemię, morze i kulturę, podróżować bezpiecznie, szanować ludzi i miejsca, w których się przebywa. Brzmi jak slogan, dopóki nie zobaczy się tego w praktyce w miejscu takim jak Ōhinemutu, gdzie różnica między wizytą pełną szacunku a natrętną sprowadza się w zasadzie do tego, czy ktoś przeczytał tabliczki i ściszył głos w pobliżu urupā. Miejskie kampanie turystyczne ostatnich lat mocniej stawiają na hasło „rozłóż się, zwolnij” niż wcześniej — mniej kampanii promujących te same trzy zabytki, więcej treści wskazujących na Hamurana Springs, Okere Falls czy spokojne wiosłowanie na jeziorze Rotoiti.

Do czego doszedłem w kwestii zwiedzania bez pogłębiania problemu

Nie sądzę, że odpowiedzią jest poczucie winy z powodu przyjazdu. Gospodarka turystyczna Rotorua płaci ludziom pensje, a wiele oferowanych doświadczeń kulturowych istnieje właśnie dlatego, że jest na nie odbiorca — Te Puia szkoli rzeźbiarzy i tkaczy częściowo dzięki dochodom z biletów. Uczciwa odpowiedź jest bliższa świadomemu wyborowi kiedy i jak zwiedzać.

Sezon okołoszczytowy pomaga bardziej niż niemal wszystko inne. Zima nie jest tu na tyle mroźna, by uniemożliwić zwiedzanie, a para wygląda wręcz bardziej dramatycznie na tle zimnego powietrza — warto przeczytać Rotorua zimą, zanim skreśli się tę porę roku. Przyjazd do parku geotermalnego wcześnie rano lub późnym popołudniem, zamiast w środku przedpołudnia, gdy lądują autokary, całkowicie zmienia charakter wizyty. Istnieją też ciszejsze, równie autentyczne alternatywy dla trzech największych parków: Hell’s Gate przyjmuje mniejszy ruch pieszy niż Wai-O-Tapu, a Waimangu, dolina powstała po erupcji z 1886 roku, ma na tyle dużo przestrzeni, że rzadko sprawia wrażenie zatłoczonej nawet w pełni obłożony dzień.

Zacząłem też chętniej wybierać rezerwacje, które kierują pieniądze bezpośrednio do ludzi, do których należy dana ziemia, zamiast do standardowych dodatków. Popołudniowy spacer po mniejszym rezerwacie geotermalnym z lokalnym przewodnikiem odciąga liczbę turystów od jednego najbardziej obleganego parku w jednej najbardziej obleganej godzinie, a przewodnicka wizyta w zasypanej wiosce Te Wairoa zwykle toczy się w zupełnie innym tempie niż szczytowy tłok gdzie indziej. Połączenie dwóch miejsc w jednej wycieczce — na przykład wizyta w Wai-O-Tapu i Waimangu podczas jednego wyjazdu — oznacza też jeden transfer i jedną rezerwację zamiast dwóch osobnych kolejek na parkingach w dwóch różnych dniach.

Reszta to drobiazgi. Czytanie tabliczek w Ōhinemutu i niekrecenie filmów przez czyjeś okno. Całkowite pominięcie Rotokākahi zamiast próby podejścia bliżej na zdjęcie. Sprawdzenie czy Rotorua jest zbyt turystyczna i szczerego werdyktu o Rotorua przed wyjazdem, żeby nie być zaskoczonym tym, co jest zatłoczone, a co nie. Nic z tego nie sprawi, że turystyka przestanie tu istnieć — nic tego nie zrobi i nic nie powinno, biorąc pod uwagę, jak bardzo miasto od niej zależy. To po prostu sprawia, że presja rozkłada się nieco równomierniej i nieco bardziej tam, gdzie mieszkańcy sami powiedzieli, że jest mile widziana.

Nadmierna turystyka w Rotorua: pytania, które mi zadają

Czy Rotorua jest zbyt zatłoczona, by ją zwiedzać?

Nie, nie jako ogólna zasada. Tłok koncentruje się w kilku znanych parkach geotermalnych i miejscach kulturowych, zwłaszcza w środku przedpołudnia oraz w dni, gdy w pobliskiej Tauranga cumują statki wycieczkowe. Większość miasta i szerszego regionu, w tym wiele jezior i mniejszych rezerwatów, pozostaje spokojna nawet w sezonie szczytowym.

Które części Rotorua odczuwają największą presję?

Wioska Whakarewarewa, Te Puia, sieć szlaków Redwoods i Ōhinemutu przyjmują największy ruch pieszy, podobnie jak najbardziej znane parki geotermalne w pogodne poranki. W krótkiej odległości od każdego z nich istnieją ciszejsze alternatywy.

O co Tiaki Promise prosi turystów?

To dobrowolne zobowiązanie, o którego złożenie Nowa Zelandia prosi podróżnych: dbać o ziemię, morze i dziką przyrodę, szanować kulturę i społeczność oraz podróżować bezpiecznie. W Rotorua przekłada się to konkretnie na czytanie tabliczek informacyjnych na miejscu, unikanie obszarów oznaczonych jako tapu oraz traktowanie żywych wiosek, takich jak Ōhinemutu, jak domów, a nie eksponatów.

Czy wypada odwiedzić Ōhinemutu jako turysta?

Tak, jest otwarta dla zwiedzających i warta zobaczenia, w tym kościół St Faith’s, ale to działająca wioska Ngāti Whakaue z marae i urupā. Trzymaj się miejsc publicznych, nie fotografuj ludzi ani domów bez pytania i traktuj to miejsce z takim samym szacunkiem, jakiego oczekiwałbyś dla własnej ulicy.

Kiedy jest najspokojniejszy czas na wizytę w Rotorua?

Zima (czerwiec–sierpień) i miesiące okołoszczytowe po obu jej stronach przyciągają mniej turystów niż letni szczyt, a wczesny poranek lub późne popołudnie w dowolnym parku geotermalnym pozwala uniknąć okna autokarowych wycieczek. Nie ma tu martwego sezonu, jest jedynie mniej zatłoczony.

Czy rezerwowanie wycieczek pomaga czy szkodzi w kwestii nadmiernej turystyki?

To zależy od tego, jaka wycieczka i dokąd trafiają pieniądze. Rezerwacja u operatora działającego w mniejszym lub rzadziej odwiedzanym miejscu, albo prowadzonego bezpośrednio przez iwi, do którego należy dana ziemia, rozkłada presję turystyczną i utrzymuje dochody lokalnie, co daje inny efekt niż kierowanie wszystkich do tych samych dwóch atrakcji o tej samej godzinie.

Czy powinienem pominąć Rotorua i wybrać mniej turystyczne miejsce?

Niekoniecznie — aktywność geotermalna, kultura Te Arawa i jeziora w tym regionie nie mają odpowiednika nigdzie indziej w kraju, a unikanie tego miejsca nie zmniejsza presji na nie. Przemyślane zwiedzanie, w miarę możliwości poza szczytem sezonu, przynosi więcej dobrego niż trzymanie się z daleka.

Niezbędnik przy planowaniu podróży na GetYourGuide

Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z linkami bezpośrednimi. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.

Zdjęcia przedstawiają miejsce docelowe, a nie własne materiały operatora.