Plan zdjęciowy Hobbiton, który odmówił rozbiórki
Kiedy jechać

Plan zdjęciowy Hobbiton, który odmówił rozbiórki

Stałem na szczycie ścieżki prowadzącej do Hobbiton, patrząc w dół na drzewo przyjęć i linię dachu gospody Green Dragon, a to, co zapadło mi w pamięć, nie było tym, jak ładnie to wyglądało. Było to poczucie, jak bardzo trwałe to miejsce sprawiało wrażenie. Nic w nim nie wyglądało jak filmowa dekoracja. Wyglądało jak miejsce, które postanowiło zostać.

Wydało mi się to dziwne, bo znałem już historię pierwszej scenografii. Gdy ekipa Petera Jacksona budowała Hobbiton na owczej farmie rodziny Alexander w 1999 roku na potrzeby pierwszej trylogii, umowa była prosta: zbudować, nakręcić, rozebrać. Teren był działającym gospodarstwem rolnym, wydzierżawionym na czas filmu, a nie sprzedanym pod park tematyczny. Fasady stanowiły drewniane szkielety, styropian i płótno naciągnięte na konstrukcje, które nigdy nie miały przetrwać zimy, a co dopiero dekady. Gdy zdjęcia się zakończyły, większość z tego zniknęła, tak samo jak każda inna lokacja w Nowej Zelandii wykorzystana do tej trylogii z czasem wróciła do stanu pastwiska, lasu lub brzegu rzeki.

Scenografia zbudowana po to, by zniknąć

To właśnie ta część historii umyka ludziom, którzy spacerują dziś po tym terenie: zniknięcie było planem, nie wyjątkiem. Spójrzcie na inne lokacje zdjęciowe Władcy Pierścieni na Wyspie Północnej, a nie znajdziecie w żadnej z nich stojącej scenografii. Znajdziecie pole, zakole rzeki, kawałek lasu wyglądający jak każdy inny kawałek lasu, w najlepszym razie z tabliczką. To normalna praktyka. Plany zdjęciowe są z założenia tymczasowe, a teren rolny musi pozostać terenem rolnym, gdy ekipa odjedzie.

Hobbiton powinien podzielić ten sam los. Kilka fasad hobbicich nor przetrwało przypadkiem, a nie z premedytacji, pozostawione, bo ich rozbiórka nie była warta wysiłku, a ciekawscy zaczęli przyjeżdżać na własną rękę, by je zobaczyć. Ta przypadkowa pozostałość z czasem przerodziła się w prawdziwą działalność turystyczną, na lata zanim ktokolwiek w studiu pomyślał o drugiej trylogii.

Dlaczego druga budowa była inna

Gdy w 2011 roku ruszała produkcja Hobbita, rachunek ekonomiczny zmienił się całkowicie. Tymczasowe pozostałości z 1999 roku od niemal dekady przyciągały już płacących zwiedzających. Więc gdy studio wróciło na tę samą farmę, by odbudować Hobbiton na potrzeby nowych filmów, rozmowa z rodziną Alexander nie brzmiała już “zbudować, nakręcić, rozebrać”. Brzmiała “zbudować na lata”.

To cała odpowiedź na pytanie, dlaczego Hobbiton wciąż stoi, a z żadnej z obu trylogii prawie nic więcej nie zostało. Nie chodziło o inny sposób kręcenia. Chodziło o inny sposób budowania, celowo, bo wszyscy zaangażowani wiedzieli już, że na tym terenie po odjeździe kamer będzie działać biznes.

Budowa z 1999 roku (pierwsza trylogia)Odbudowa z 2011 roku (Hobbit)
Zamierzona żywotnośćTylko na czas zdjęćTrwała
Główne materiałyDrewniany szkielet, styropian, płótnoSolidna, odporna na warunki pogodowe konstrukcja
Los po zdjęciachW większości rozebranaZachowana jako scenografia do zwiedzania przez cały rok
Fasady hobbicich norMniej, tymczasowe44, zbudowane, by zostać

Spacerując dziś między 44 hobbicimi norami, mijając Green Dragon i wracając w stronę drzewa przyjęć, można poczuć tę różnicę pod stopami. Ścieżki są wyprofilowane pod ruch pieszy, a nie pod wózki kamerowe. Drzwi i ogrody utrzymywane są tak, jak utrzymuje się prawdziwą posiadłość, bo w każdym praktycznym sensie właśnie nią teraz jest.

Co to oznacza przy planowaniu wyjazdu

Ponieważ Hobbiton leży na prywatnym, działającym terenie rolnym bez publicznego dojazdu drogowego, nie da się po prostu podjechać i wejść. Każda wizyta odbywa się w ramach zarezerwowanej wycieczki obejmującej transport na teren posiadłości, o czym warto wiedzieć, planując dzień. Jeśli jedziecie z Rotorua, standardowym sposobem dotarcia jest półdniowa wycieczka z Rotorua obejmująca transport i pieszy spacer po scenografii, ponieważ farma leży w pobliżu Matamata, około 50 minut drogi, a nie w samym Rotorua. Sprawdźcie, jak dojechać z Rotorua do Hobbiton, jeśli zastanawiacie się między dniem z własnym samochodem a wycieczką autokarową.

Uznałem, że warto połączyć tę wizytę z czymś, co znajduje się po drugiej stronie pytania “co dzieje się z miejscem, gdy historia idzie dalej”. Zasypana wioska Te Wairoa to miejsce faktycznie zniszczone przez erupcję Tarawery z 1886 roku, zachowane jako ruiny, a nie odbudowane jako scenografia. Zobaczenie obu miejsc podczas tej samej podróży, jednego zachowanego celowo i drugiego zatrzymanego w miejscu przez erupcję, dało mi ostrzejsze wyczucie tego, jak różnie wygląda “zachowanie” zależnie od tego, czy decyduje o nim natura, czy studio filmowe. Krótkie zwiedzanie zasypanej wioski z przewodnikiem obejmuje wykopany teren i niewielkie muzeum w godzinę lub dwie.

Jeśli chcecie pełniejszego obrazu przed wyjazdem, kompletny przewodnik po Hobbiton opisuje, co dokładnie obejmuje piesza wycieczka, i warto go przeczytać razem z szerszym spojrzeniem na to, jak filmy Władcy Pierścieni zmieniły turystykę w Nowej Zelandii, bo Hobbiton jest właściwie najwyraźniejszym fizycznym dowodem tej zmiany. Jeśli chodzi o to, jak Hobbiton wpisuje się w szerszą podróż opartą na Rotorua, przydatne okazały się dla mnie szczery werdykt na temat Rotorua oraz tekst o tym, czy Rotorua jest zbyt turystyczne, by właściwie skalibrować oczekiwania, bo Hobbiton przyciąga zupełnie inny tłum niż parki geotermalne.

Co zaskoczyło mnie najbardziej

Czego nie spodziewałem się, wchodząc z nastawieniem “to tylko plan zdjęciowy”, to jak bardzo trwałość zmienia całe doświadczenie. Pozostałość po dekoracjach filmowych sprawiałaby wrażenie zwiedzania ruin cudzego projektu. Odbudowana, utrzymywana scenografia sprawia wrażenie odwiedzin w małej, nieco surrealistycznej wiosce, która akurat ma bardzo konkretną historię. Farma rodziny Alexander wciąż jest działającym gospodarstwem owczym na obrzeżach trasy zwiedzania, co paradoksalnie czyni iluzję bardziej przekonującą, a nie mniej, bo zwykły wiejski teren, w którym osadzona jest scenografia, jest całkowicie prawdziwy.

Jeśli zastanawiacie się, czy wyjazd z Rotorua jest tego wart, oto szczera odpowiedź: nie chodzi o obietnicę wejścia do filmu, ale o osobliwość scenografii, której pozwolono stać się trwałą, na terenie rolnym, który nigdy nie przestał być terenem rolnym. Niewiele lokacji filmowych na świecie doświadcza takiego traktowania, a świadomość, dlaczego akurat ta doświadczyła, sprawia, że spacer po niej odbiera się inaczej, niż gdyby wyglądała tak od zawsze.

Wycieczki do planu filmowego Hobbiton na GetYourGuide

Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z linkami bezpośrednimi. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.

Zdjęcia przedstawiają miejsce docelowe, a nie własne materiały operatora.